O dziwo, mimo słabego oczytania, podobają mi się wiersze szeregu poetów (mimo, że mało podobają mi się uznane wiersze szeregu innych uznanych autorow). Przede wszystkim wymienię wielką trójkę: Du Fu (Tu Fu), Leśmiana i Polonikę (Izabelę J. Bożek-Barry).
Wiersze całej tej trójki charakteryzuje między innymi piękno i humanizm. Wiersze Du Fu łączą humanizm, piękne obrazy (charakterystyczne dla całej najlepszej poezji chińskiej) i głębię. Leśmian stworzył własny świat przeróżnych stworzeń, ludzików i żebraków, który konkuruje bogactwem i kolorowością z realnym. Przy tym jego poezja, pełna przecież nie tylko wszelakich dziwów i słownych dziwolągów, jest wspaniale osadzona w samym jądrze polszczyzny, w jej starych korzeniach - nie ma nic sztucznego w Leśmiana neologizmach. Poezja Poloniki, w jej najlepszych wierszach (szkoda, że tak mało pisze), spełnia - chyba podświadomie - estetyczny postulat Basho lepiej niż sam Basho. Dla objaśnienia posłużę się metaforą. Kiedy w 1969 roku byłem w Rzymie, zachwyciłem się widokiem wąskich, starych uliczek i kolorami ścian domów nad Tybrem, w świetle jaskrawego, południowego słońca. Potem zastanawiałem się o co chodziło, skąd to zachwycenie? Zrozumiałem, że zaistniało dzięki włoskiemu słońcu, dzięki blaskowi popołudnia... Przecież patrzyłem na stare, nędzne rudery! Tak samo jest z jej poezją. Piękne wiersze, w pewnym sensie homeryckie - choć delikatne, a życie przecież jest takie jakie jest, i w jej wierszach, gdy dobrze się wczytać, mimo piękna strof, wcale nie jest upięknione, jest w tych wierszach prawda.
Jestem ogromnie pod wrażeniem poezji skaldów. Powinienem ją lepiej poznać.
Mogę wymienić wielu innych: romantyczną Achmatową; kolorowego, inteligentnego i tragicznego Baczyńskiego; mądrego Basho; artystę Busona; lirycznego Brodsky'ego, który do swoich imponujących wierszy rosyjskich dodał przejmujące angielskie, którym nadał swoją specjalną jakość; muzykalną i jakże ciekawą Cwietajewą; z fantazją i swobodą bawiącego się poezją Gałczyńskiego; czującego wspólnotę ze wszelkimi małymi stworzonkami Issę; utalentowanego samochwałę Li Bai; mądrego i tragicznego Mandelsztama; przepysznie utalentowanego alkoholika Jesienina - był poetą naturalnym, z urodzenia; myśliciela Norwida; nie mogącego zaznać spokoju Tuwima, dla którego język polski był - jak powiedział - ojczyzną, którą znał jak swoją rękę, lepiej niż ktokolwiek inny poza Leśmianem; artystę Wang Wei; ...
Równie cenię najlepszych autorów internetowych, którzy na ogół także publikuja swoje wiersze drukiem, ale przede wszystkim należą do ery Internetu.
Od czasu do czasu powracam myślami do Włodka Szymanowicza. Talentem nie ustępował nikomu. I nikt nigdy nie miał tak wszystko raz na zawsze pamietającego, ostrego oka super inteligentnego malarza-artysty. Co widział, to rozumiał dogłębnie. Co widział i rozumiał, to rysował, ręką, ale prosto z mózgu, natychmiast, a widział przenikliwie. Zdążył też napisać szereg pięknych wierszy. Żył za krótko, o wiele, o wiele za krótko.
|